23 września 2011 roku w Gminnym Ośrodku Kultury odbyła się prezentacja filmów Warmińskiej Inicjatywy Filmowej oraz koncert BONZO i DENYS XXL. Na pokaz przybyło całkiem liczne grono osób zainteresowanych niezależnym kinem i rockiem alternatywnym. Wszystko rozpoczęło się kilka minut po godzinie 18.00. Pierwszym wyświetlonym filmem była "Chimera" (na zdjęciu) w reżyserii Mateusza Placka Marianem Czarkowskim i Ireną Telesz z Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie. Obraz zrealizowany w pewny sensie "na zamówienie". Twórcy jednak otrzymali ogromną swobodę działania, więc jest to także film autorski.

Chimera

Nie ma tu żadnej ukrytej reklamy itp. sztuczek, które możemy często spotkać w polskich produkcjach wysokobudżetowych. Z pewnością klimat tego obrazu znacznie odbiega od pozostałych filmów Mateusza, czyli "Spowitego" i "Lunatyka". "Chimera" jest historią o dojrzałej , nowoczesnej kobiecie z Warmii, która cierpi na samotność, ponieważ jej ukochany wciąż jest poza domem. W międzyczasie zaczyna się nią interesować dużo starszy, samotny mężczyzna... Poczucie braku bliskiej osoby to chyba główny, ale nie jedyny temat filmu.

Ciekawy jest także problem nieuchronnej starości i radzenia sobie z nią. Od strony wizualnej mamy tu sporo pięknych, swojskich klimatów, ale nie brakuje też bardzo atrakcyjnych ujęć Olsztyna. Po raz kolejny trzeba pochwalić muzykę Pawła Stachniałka, który doskonale uzupełnia się z Mateuszem Plackiem. Obsada: Marian Czarkowski (Teatr im. S. Jaracza) oraz Justyna Gewin (debiut aktorski). Epizodycznie pojawiła się także pani Irena Telesz.

Zatorze

Po projekcji filmu fabularnego przyszła kolej na dokument Macieja Janickiego pod tytułem "Zatorze". Jak nietrudno się domyślić dokumentalna impresja opowiada o osiedlu leżącym w północnej części Olsztyna. Narratorami są cztery osoby w różnym wieku uosabiające dzielnicę w różnych porach roku. Wypowiedzi zaczyna młodziutka dziewczyna, a kończy pani, która w dzielnicy spędziła całe życie. Monologi są przeplatane licznymi ujęciami przedstawiającymi to znane (z różnych powodów) miejsce. Dominuje tu raczej pesymistyczny obraz miasta i jakaś tęsknota za tym co minęło i już nigdy nie powróci. Słychać to zwłaszcza w wypowiedzi najstarszej mieszkanki, którą można podsumować znanym: "kiedyś było lepiej". Autor dokumentu niczego oczywiście nie przesądza. Wiemy przecież, że z wiekiem nasza tęsknota za tym, co minęło, niepomiernie wzrasta. Zresztą wypowiedzi najmłodszych napawają optymizmem. Dokument jest dobrze zrealizowany i w zamierzony sposób oddziałuje na widza. Maciej Janicki wie, co chce przekazać w swoim filmie i robi to na wysokim poziomie. "Zatorze", co oczywiste, szczególnym zainteresowaniem cieszy się wśród byłych mieszkańców dzielnicy. Również po pokazie w Gietrzwałdzie można było usłyszeć przychylne opinie.

Dotknięty

Znowu powrót do fabuły. Tym razem mamy do czynienia z urzędnikiem skarbowym, który jeszcze za życia musi odkupić swoje grzechy. Główny bohater to młody człowiek, ale zachowuje się już jak stary, spracowany i wyalienowany urzędnik. Prawdopodobnie każdy jego dzień wygląda tak samo. Z wielkimtrudem decyduje się na jakieś ludzkie odruchy. Pomału zaczyna dostrzegać sens prawdziwego życia, ale dzieje się to zbyt późno...  "Dotkniety" jest poprawnie zrealizowanym filmem. Przekaz jest czytelny i zrozumiały, jednocześnie wzbudza zainteresowanie. Dobra gra aktorów z Teatru im. Stefana Jaracza oraz Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka. Całkiem niezłe zdjęcia, zwłaszcza ujęcia twarzy bohaterów. Reżyser - Michał Bartosiewicz chciał poruszyć pewien problem współczesnego świata i w tym kontekście film zdecydowanie spełnił swoją rolę. 

Etiuda1

Przy oglądaniu miniaturki "Etiuda1" Tomasza Jarząbka do głowy przychodzi jedno słowo: błyskotliwość. Ten najkrótszy z prezentowanych filmów wydaje się, w przyjętej formie, najbardziej "przebojowy" spośród zaprezentowanych tego wieczoru. Mamy zabawną, a jednocześnie całkiem niegłupią narrację, do tego efektowny montaż, pełen różnorodnych i dobrze zrealizowanych scen. Na dokładkę główny aktor stanął na wysokości zadania. Całość ma charakter ironiczny. Fabuła to senny obraz bezsennego Gietrzwałdu na Warmii. Bohater wchodzi do snu innej osoby. Szczególnie cieszy fakt, że na tę zwariowaną historyjkę o "człowieku w masce wilka" entuzjastycznie zareagowała gietrzwałdzka młodzież. 

Koncert Bonzo i Denys XXL

Po pokazach filmów przyszła kolej na drugą część, którą był koncert zespołu Bonzo i Denys XXL. Jak wiadomo Denys Martynenko wystąpił już raz na terenie Gminy Gietrzwałd w Planecie-U w Unieszewie w pomniejszonym składzie. Natomiast do Gietrzwałdu przyjechał z całym zespołem. Artyści z Olsztyna i ich ukraiński lider wykonują alternatywnego rocka. Podczas rozmowy Denys zdradził, że fascynują go takie zespoły jak Nirwana, Radiohead czy islandzki Sigur Rós. Grupa oczywiście nie jest cover-bandem i nie stara się bezmyślnie kopiować stylu wymienionych twórców. Oni po prostu robią swoją muzykę i trzeba bezwzględnie stwierdzić, że w tym graniu jest coś niezwykłego. Po kilku utworach można się całkowicie zatopić w klimacie, który tworzą na scenie. Uwagę na pewni zwraca świetny wokal lidera, ale wokalistka Gabriela Kocyba również wspaniale go uzupełnia. Muzycy sprawiają wrażenie osób bardzo rozluźnionych i świetnie nawiązują kontakt z publicznością. Lista utworów zaprezentowanych w Gietrzwałdzie przypominała tę z Unieszewa. Pojawiła się doskonała "Filozofia" z pięknym muzycznie refrenem i mądrymi słowami. Zebrana widownia podczas wykonywania utworu sprawiała wrażenie wyraźnie zasłuchanej i to zarówno podczas tego jak i poprzedniego występu. Oczywiście nieoficjalnym hitem koncertowym stała się "Cząsteczka duszy". Utwór jest z gatunku tych, które słyszysz raz, a już po chwili nucisz w głowie jego fragmenty. Nie zabrakło także kompozycji o "miłości do prysznica"... Tak naprawdę najlepsza część przyszła dopiero po prezentacji piosenek. Zaczęła się improwizacja, a rozpoczął ją członek, znanego w Polsce, sopockiego zespołu Ścianka Andrzej Koczan. W tym momencie można było naprawdę zanurzyć się w muzyce, która płynęła z głośników. Na początku rytmiczny basowy wstęp, a potem przepiękny wokal Gabi. Jeden koncert to zdecydowanie za mało, aby nasycić się tym co wtedy działo się na scenie. Zespół pokusił się nawet o zaprezentowanie wariacji w stylu reggae. Publika podczas występu reagowała różnie, ale w tym momencie muzyka dominowała nad wszystkim. Na zakończenie tradycyjnie wykonano znany utwór "Creep" formacji Radiohead. Podsumowując: Denys zdecydowanie powinien szukać szerszej publiczności, bo tworzy dźwięki, które zwyczajnie się podobają. Świetnie maskuje sceniczną tremę i po prostu doskonale prezentuje się na żywo. Potrafi wydobyć esencję utworu nawet w niesprzyjających warunkach. Często przecież w muzyce rockowej mamy do czynienia z sytuacją odwrotną - nagrania studyjne zachwycają, a wykonanie koncertowe już nie. Tu mieliśmy doskonały muzyczny performace i za to należą się ogromne brawa dla Bonzo i Denys XXL.

Piotr Placek